His name is Henderson. James Henderson. [„Mordercza skuteczność”, 2016]

     Udając handlowca z branży telekomunikacji, agent CIA próbuje zapobiec przewrotowi wojskowemu w pewnym niestabilnym politycznie kraju w Europie Wschodniej (opis fabuły za Netfliksem).

     Postawmy sprawę jasno: „Mordercza skuteczność” (oryg. „Kill Ratio”) nie należy do grona wprawnie wyreżyserowanych filmów akcji. Generalnie za projekt odpowiadał niejaki Paul Tanter („Śmiałek”, „Era nieumarłych”) − i to za jego sprawą postawimy „Skuteczność” na półce z kinem klasy „C”. Jeśli jednak doszukać się w filmie jakiegoś waloru, bez wątpienia będzie nim odtwórca roli pierwszoplanowej Tom Hopper. „Kill Ratio” spoczywa na jego szerokich barkach i warto dodać, że łączą się one z bardzo muskularnymi ramionami. Ilekroć na ekranie gości nasz stereotypowy twardziel, agent James Henderson (a gości często), film odbija się od dna.

KillRatio1

     Henderson bywa irytującym, przesadnie pewnym siebie dupkiem, ale Hopper to najprawdziwszy kozak. Aktorskie umiejętności 33-letniego Brytyjczyka mogą budzić mieszane uczucia, lecz, umówmy się, w „Kill Ratio” liczą się eksplozje i strzelaniny − nie koncert zdolności dramaturgicznych. Sylwetka Hoppera jest godna pozazdroszczenia, a jego szczęka − niemal kwadratowa. Znany z serialu „Piraci” gwiazdor wie, jak operować karabinem, żeby nie było obciachu − ba, jako agent specjalny wydaje się nad wyraz wiarygodny. U jego boku zmiękłaby nawet Cynthia Rothrock. Może też zwiotczałyby jej kolana, bo natura obdarzyła Anglika obłędną prezencją. Przed kamerą Hopper płynie, ale jego ruchy są twarde, zdecydowane. Amerykański akcent w wydaniu aktora to natomiast tęskny blues, śpiewany ku czci ejtisowych herosów.

     Kiedyś mięśnie same w sobie potrafiły udźwignąć film i wynieść go na podium box-office’u. Jednak czasy się zmieniły. „Mordercza skuteczność” jest trzeciorzędnym akcyjniakiem, którego nie powstydziłby się co najwyżej Jean-Claude Van Damme w obecnej formie. Hopper odnajduje się w swojej roli dobrze, ale grono aktorów telewizyjnych − którzy towarzyszą mu w kolejnych scenach − radzi sobie gorzej. Amy Huberman kreuje postać bezpłciową, w toku następujących sekwencji akcji Hendersonowi wręcz zawadzającą. Antagoniści nie potrafią prawidłowo posługiwać się bronią palną, z czego wynika absurd sytuacyjny: jednemu z agresorów łomot spuszcza krucha panna o 1,6 m wzrostu. W finale brutalny dyktator (Nick Dunning) wyzywa agenta CIA na pojedynek. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby narzędziami walki nie okazały się… samurajskie miecze. Miejsce akcji − klaustrofobicznie ciasny, 2-gwiazdkowy hotel − co chwilę przypomina, jak bardzo niskobudżetowym projektem ma być „Mordercza skuteczność”. Sam film toczy się w Republice Autonomicznej Dnestru. Istnieje Dnestrovsc, miasto w Mołdawii, a nawet Dnietr − rzeka częściowo przepływająca przez Ukrainę − ale regionu o tak wymyślnej, jak powyższa, nazwie (w którym, nota bene, mówi się po rosyjsku) zwyczajnie nie ma…

     W rękach mądrego scenarzysty James Henderson przeistoczyłby się w bohatera à la Jack Reacher lub James Bond. Może nawet zapoczątkowały serię cenionych filmów klasy „B”. Niestety, Steven Palmer Peterson jest fabularzystą niewystarczająco przytomnym, niezdarnie żonglującym ekranowymi kliszami.

4,5/10

KillRatio2