W sam raz na raz

     Żona Johna Tritona, żołnierza Korpusu Piechoty Morskiej USA, zostaje uprowadzona. Porywaczami okazują się być złodziej diamentów i jego pachołkowie, uciekający z miejsca napadu. Triton, którego właśnie zdymisjonowano ze służby wojskowej, wyrusza w szaleńczą pogoń za bandytami.

     Choć „The Marine” nie jest mądrym filmem, mądrzy zdają się być jego twórcy. Pomimo aktualnego tematu konfliktów zbrojnych w Iraku, obraz przypomina bardziej komedię sensacyjną niż dramat wojenny. Scena otwierająca film, w której sierżant Triton wkracza do kryjówki Al-Kaidy i sprawia łomot terrorystom, nie emocjonuje i nie porusza, ale – z całą pewnością – śmieszy. Scenarzyści nie potraktowali swojego projektu zbyt poważnie, a reżyser John Bonito nakręcił go z przymrużeniem oka.

marine1

     Szkoda, że zdrowego dystansu zabrakło debiutującemu w roli aktora wrestlerowi, Johnowi Cena. Kreowany przez niego bohaterski żołnierz Marines jest nieforemny i do bólu sztywny. Brak mu gracji, z jaką na planach swoich produkcji poruszał się chociażby Arnold Schwarzenegger – ewidentny inspirator postaci Johna Tritona. Z tego powodu „The Marine” nie miał szans stać się hitem na miarę „Predatora” czy „Komando”.

     Za sprawą wartkiej akcji, rzetelnych popisów kaskaderskich i humoru „The Marine”, w Polsce wydany pod tytułem „W cywilu”, urasta do rangi strawnego kina akcji. Film Johna Bonito nie zakrawa i prawdopodobnie nie miał zamiaru zakrawać na dzieło kultowe, sprawdza się natomiast jako propozycja na jednorazowy seans.

Ocena: 5/10

     Recenzja znajduje się także na stronie filmweb.pl, pod niniejszym odnośnikiem. Zapraszam do śledzenia swojego profilu w tym serwisie.

marinecena